Gęste, błyszczące, mocne włosy są oznaką zdrowia i dodają uroku. Pragniemy mieć na swojej głowie fryzurę jak z reklamy i budzić podziw. Podcinamy, farbujemy, nakładamy olejki, odżywki i maski. Do tego długie kąpiele w tej pachnącej pianie… Spędzamy w łazience sporo czasu na zabiegach pielęgnacyjnych, ale ciągle coś jest nie tak. Włosy wypadają garściami, skóra jest przesuszona, a na naszej twarzy wciąż jakieś wypryski. O co chodzi? Czy to może być jednak wina tych wszystkich kosmetyków, które miały zagwarantować Ci piękne włosy i czystą skórę? Cóż… Tak!

Zerknij na tył swoich kosmetyków i przeczytaj skład. Czy kryje się tam tajemniczy SLS? A może wcale się nie kryje, lecz widnieje już na pierwszych miejscach? Co to właściwie jest i dlaczego nie jest pożądany na naszych łazienkowych półkach?

SLS jest skrótem od Sodium Lauryl Sulfate, siarczanu, którego zadaniem jest spienianie kosmetyków. Stosuje się go w szamponach, mydłach, pastach do zębów, a także w środkach do prania, czy mycia naczyń. Nie byłoby to takie niepokojące, gdyby nie fakt, że ten detergent jest tak silny, iż jest także wykorzystywany na przykład jak odtłuszczacz do silnika.

            Oczywiście w kosmetykach jego stężenie jest mniejsze, dlatego negatywnych skutków nie dostrzeżemy od razu. Ale jeśli środek ten będzie dostarczany w wielu produktach i przez długi czas, możemy narazić się na uszkodzenie mieszków włosowych, a w konsekwencji na wypadanie i przetłuszczanie włosów, łupież, podrażnienie skóry oraz zaburzenie pracy warstwy hydrolipidowej naskórka, co będzie skutkowało złą pracą gruczołów łojowych. Świąd, uczucie ściągnięcia skóry, zapchane pory, wypryski, łojotok, a czasem wręcz egzema, to skutek używania mydeł i środków myjących z SLS. Dodatkowo, badania pokazują, że składnik ten przenika przez skórę i odkłada się w organizmie, i może tam utrzymywać aż do 5 dni.

            Szukając produktów bez SLS trzeba być uważnym, ponieważ producenci stosują zamienniki, które są podobne w działaniu, lub zmieniają nazwę. Można go znaleźć pod takimi hasłami jak SDS, Sodium salt, Lauryl sodium sulfate, Sulfuric acid, czy Monododecyl ester.

            Dodatkowo zawartość tego detergentu zwykle przekracza zalecane normy, które wynoszą 1% przy regularnym użytkowaniu, a w rzeczywistości jest go 10-20%, czasem nawet więcej. Co więcej, znajdziemy go także w kosmetykach i produktach dla niemowląt i alergików, które przecież powinny być możliwie jak najdelikatniejsze.

            Dlatego warto stawiać na łagodne produkty bez siarczanów i jego pochodnych. Taki jest  naturalny szampon Quince citrus, który w swoim składzie zawiera naturalne olejki oraz cukry roślinne o właściwościach myjących. Mimo, że jest delikatny, to jednocześnie bardzo skuteczny. Usuwa wszelki brud, pozostawiając włosy nawilżone i odżywione dzięki obecności ekstraktu z pigwy. Olej z baobabu zapewni maksymalne wzmocnienie, a koncentrat z lnianki zapewni ochronę przed szkodliwymi warunkami środowiskowymi. To wszystko da Ci gwarancję zdrowych włosów, które zaczną też szybciej rosnąć. Szampon jest w 100% naturalny, ekologiczny i certyfikowany, a do tego pięknie pachnie. Niech Twój czas spędzony w łazience stanie się przyjemnością!